Pewnego letniego dnia Marysia Murzańska, kilkunastoletnia pasterka ujrzała wśród wielkiej jasności Matkę Boską. Dostała też polecenie upominania ludzi, by nie grzeszyli i by pokutowali za własne winy. W prawdziwość tego zdarzenia można, oczywiście wątpić. Można też wątpić w skuteczność napominania dorosłych przez zabiedzone, niepiśmienne dziecko. Na dodatek historia dalszego życia Marysi Murzańskiej raczej nie była zbyt budująca, chociaż - co trzeba przyznać - należała do bractwa różańcowego i do końca swego krótkiego życia utrzymywała, że przemówiła do niej Matka Boska. Kościół nie potwierdził (bo nie mógł), ale i nie zanegował cudu, bo w relacji Marysi nie było nic niezgodnego z zasadami wiary.
Widzenie Marysi wydarzyło się w 1860 roku; wtedy też jeden z pasterzy przybił obrazek Matki
Boskiej do smreka, pod którym Marysia miała widzenia... I tak się zaczęła - w ludzkim wymiarze -
historia Wiktorówek. Bo papierowy obrazek zastąpił rychło znacznie trwalszy - na szkle malowany.
Potem czyjeś nieznane ręce postawiły tam kapliczkę i rzeźbę w drewnie (obie istnieją do dziś - vide galeria). Długo trzeba było czekać na pierwszą pielgrzymkę na Wiktorówki, bo 50 lat, ale później prawie co rok szły następne. Żona jednego z górali "otrzymała od Matki Boskiej wezwanie do odkopania źródełka z cudowną wodą". Wtedy o Matce Boskiej z Wiktorówek mówi się już 'Matka Boska Jaworzyńska'.
Niedługo przed II wojną
górale wybudowali tu całkiem sporą kaplicę i wtedy też proboszcz z Bukowiny odprawił tu pierwszą Mszę Św.,
ale do tego czasu wiadomo było o wielu spełnionych prośbach złożonych tu w modlitwie.
Po wojnie rozbudowa kaplicy możliwa była dopiero po październikowej odwilży. W 1958 r. na Wiktorówki przybywają Dominikanie, najpierw reprezentowani są przez o. Pawła Kielara.
Dzięki bezinteresownej pracy okolicznych górali są już wygodne schody (z poręczami!) - ale i teraz dojść tu mogą nie wszyscy. No, powiedzmy dojść mogą prawie wszyscy - w najprostszej wersji jest to niecała godzinka niezbyt uciążliwego podejścia, no ale w końcu bądź co bądź jest tu duszpasterstwo turystyczne...
Pisząc o historii Wiktorówek nie można nie wspomnieć o Babce- zmarłej w 1985 r. Anieli Kobylarczykowej, znanej nam już tylko z przekazów: w Jej szałasie na Rusinowej Polanie funkcjonowała jakby nieoficjalna stacja turystyczna, której goście zabierani byli zwykle na wieczorną Mszę Św. do kaplicy na Wiktorówkach.
Nie ma wątpliwości, że Aniela Kobylarczykowa jest częścią historii Wiktorówek. Dzień dzisiejszy staje się historią: potoki ludzkie, błagalne i dziękczynne zapisy w księdze pamiątkowej, nawrócenia... i ten imperatyw, co każe większości z nas wciąż tutaj wracać...